Tytuł oryginalny: The Last Song
Autor: Nicholas Sparks
Rok wydania: 2009
Gatunek: melodramat / romans
Autor: Nicholas Sparks
Rok wydania: 2009
Gatunek: melodramat / romans
Siedemnastoletnia Ronnie reaguje z niechęcią, na wieść, że całe wakacje ma spędzić ze swoim ojcem, z którym nie utrzymuje kontaktów od bardzo dawna. Jej ojciec, utalentowany pianista wykładający w Juilliardzie, porzucił ją, jej matkę oraz młodszego brata, kiedy ona miała zaledwie czternaście lat. Młoda dziewczyna z miasta, żyjąca nocnymi imprezami i klubami, teraz ma spędzić trochę czasu w małym miasteczku na Północnej Karolinie. Jednak sprawy wywracają się do góry nogami - wieść o śmiertelnej chorobie jednej z bliskiej jej osób, oraz wakacyjna miłość którą przeżyje, sprawią, że Ronnie stanie się zupełnie inną osobą.
Co ja sądzę o tej książce? Po pierwsze: masakryczna okładka. Kto wprowadził taką modę, że po wydaniu filmu, książkę wypuszcza się na rynek jeszcze raz ze zmienioną okładką? Nie pojmuję tego. W czytaniu tej książki popełniłam podstawowy błąd - najpierw oglądnęłam film, potem sięgnęłam po książkę. Film to totalna tandeta, plastik, nudny wyciskacz łez. Książka? Jestem jak najbardziej na tak. Czytałam wiele powieści Sparksa, jednak ta na pewno znajdzie się gdzieś w czołówce. Płakałam, przez jakieś 50 ostatnich stron. Jestem trochę zawiedziona końcówką, bo Nicholas mógłby to wymysleć w trochę bardziej "udziwniony" sposób, ale cóż, jak jest to jest. Ogółem książkę polecam wszystkim, którzy lubią sobie popłakać nad książkami... :)
9,5/10
"Trzeba coś kochać, żeby to znienawidzić.”
Co ja sądzę o tej książce? Po pierwsze: masakryczna okładka. Kto wprowadził taką modę, że po wydaniu filmu, książkę wypuszcza się na rynek jeszcze raz ze zmienioną okładką? Nie pojmuję tego. W czytaniu tej książki popełniłam podstawowy błąd - najpierw oglądnęłam film, potem sięgnęłam po książkę. Film to totalna tandeta, plastik, nudny wyciskacz łez. Książka? Jestem jak najbardziej na tak. Czytałam wiele powieści Sparksa, jednak ta na pewno znajdzie się gdzieś w czołówce. Płakałam, przez jakieś 50 ostatnich stron. Jestem trochę zawiedziona końcówką, bo Nicholas mógłby to wymysleć w trochę bardziej "udziwniony" sposób, ale cóż, jak jest to jest. Ogółem książkę polecam wszystkim, którzy lubią sobie popłakać nad książkami... :)
9,5/10
"Trzeba coś kochać, żeby to znienawidzić.”